czerwca 09, 2020
Pamiętnik Catherine Hoolbrook
Rozpiska została napisana przez Charlotte Firehope. Zezwalam na kopiowanie, jednakże proszę o podanie autora oraz źródło zaczerpniętych informacji.
Pamiętnik Catherine (część 1)
Kochany pamiętniku,
dziś poznałam Moorlandów. Będą od teraz dzierżawić część naszej ziemi. Tato jest tym bardzo podekscytowany, no ale nie ma co się dziwić, skoro tak bardzo potrzebujemy pieniędzy.
Jeżeli chodzi o mnie, to sama nie wiem. Mogę sobie tu chodzić swobodnie i zajmować się swoimi sprawami. Mogę kąpać się w rzece, jeśli mam tylko ochotę. Nikt mnie nie zobaczy. Moimi jedynymi przyjaciółmi są konie, trawa i gwiazdy na nocnym niebie.
No i tata, rzecz jasna. Jest taki kochany, ciągle się mną opiekuje. Coś mi się wydaje, że Moorlandowie przynieśli się tutaj nie z powodów biznesowych, a dlatego, że tato chce, żebym była sama. Tylko że ja lubię być sama. Inaczej nie potrafię.
Moorlandowie mają syna Thomasa. Chyba jest moim rówieśnikiem, no może rok czy dwa starszy.
Wygląda na kompletnego cymbała. Zdecydowanie wolę być sama niż z nim. Dziękuję, ale postoję.
Niedługo zapadnie zmierzch. Lecę do stajni. Oby nie było tam Thomasa, który według ojca uwielbia konie. Na Jorviku to nic nadzwyczajnego...
Słodkich snów, kochany pamiętniku. Chętnie opowiem Ci o swoich. To prawda, że wiodę samotne życie. Niektórzy pewnie, że to straszne, ale gdy śnię, wszystko może się zdarzyć. Świat staje się pięknym, magicznym miejscem, gdzie jestem kimś lepszym. Uwielbiam to uczucie. Nie mogę się doczekać dzisiejszych snów.
Pamiętnik Catherine (część 2)
Kochany pamiętniki,
wczoraj w nocy zdarzyła się rzecz niezwykle dziwna. Spałam twardo, gdy coś mnie obudziło. To mógł być jakiś dźwięk lub ten osobliwy odcień różowego nocnego nieba.
Za dnia popłynęłam promem na Południowe Kopyto, żeby zobaczyć dzikie konie. To stado jest tak blisko... Aż nie mogę uwierzyć, że wcześniej tam nie byłam. Thomas podsunął mi ten pomysł. Sam tam pływa, gdy tylko ma wolny weekend. Pośmiałabym się z niego, że pewnie ma tam dziewczynę, ale zapewnił mnie, że chodzi mu tylko o konie. Co w tych koniach takiego wyjątkowego? Musiałam się przekonać.
Nie powiem tego Thomasowi, ale miał rację. Konie Południowego Kopyta są szczególne. Na tle pradawnego kamiennego kręgu wyglądały nieziemsko. Tak mnie urzekły, że prawie przegapiłam prom powrotny! Gdy wróciłam do swojej sypialni, byłam już wyczerpana.
Ale wróćmy do tego, co się stało zeszłej nocy. Może to umysł płatał mi figle? Może przypominał sobie te pradawne kamienie, które widziałam wcześniej?
Wiem, że na pewno, że coś mnie wzywało. Ktoś krzyknął moje imię. Na początku myślałam, że to tata, ale ten głos... nie był ludzki, ale nie należał też do żadnego stworzenia. Wzmagał się we mnie niczym piosenka, rozbrzmiewając coraz głośniejszym echem. Czułam w tym głosie coś znajomego, że wydawało mi się, jakbym już go gdzieś słyszała. Prawie jakby...
Jak tata widzi, że rozmawiam z końmi, to się śmieje, że wyglądam, jakbym potrafiła je zrozumieć. Ale taka jest właśnie prawda.
Ten głos we śnie był niczym podobnym do rozmów z Nemo czy innymi końmi. Tylko że wydawało się, jakby był praktycznie ten sam język...
Pamiętnik Catherine (część 3)
Kochany pamiętniku,
głos wrócił! Usłyszałam go podczas jazdy w lesie. Tym razem był jeszcze donośniejszy. Kazał zjechać z szlaku i ruszyć na północ w stronę gór. Jechałam w zdumieniu po ścieżkach, których w ogólnie nie znałam. Minęło kilka godzin o wylądowałam na wzgórzu, otoczona przez kamienne kręgi. Niektóre z nich migotały różowym światłem tak jak wczorajsze niebo.
Staliśmy razem, ja i mój koń Nemo. Czekaliśmy, choć nie wiedzieliśmy na co. Wtedy usłyszałam ten głos. Obróciłam się w kierunku migocącego światła... i przestałam widzieć cokolwiek
Dalej już nic nie pamiętam, ale gdy się dziś obudziłam we własnym łóżku, ręce miałam pobrudzone zaschnięte niebieską farbą.
Wygląda na to, że w nocy coś malowałam. Obraz był bardzo prosty, wręcz dziecinny. Przypomniał komiksy, które rysowałam, jak byłam mała. Stworzenie, które namalowałam w środku nocy, choć przecież spałam, miało ciemny niebieski kolor. Wyglądało jak wiewiórka, choć nie wiem, że to coś znacznie ważniejszego i nie z tego świata. Wiem, bo sam mi powiedział przy tym kamiennym kręgu..
Nazywa się Fripp i mówi, że jestem światłem Aideen. I tak, wiem, jak to brzmi, ale przysięgam, że mi nie odbiło. Tak przynajmniej myślę. No ale czy gdybym mi odbiło, to bym powiedziała coś innego?
Kończę, bo tato idzie na górę! Lepiej też ukryję ten obraz, przynajmniej na razie..
Pamiętnik Catherine (część 4)
Kochany pamiętniku,
Fripp istnieje naprawdę.
Napiszę to jeszcze raz, bo sama nie wierzę.
FRIPP ISTNIEJE NAPRAWDĘ!!!
Każdy na Jorviku zna legendy o Aideen, ale niektórzy traktują ją zbyt poważnie. Cóż, dziś spotkałam! Strażnicy Aideen, tak na siebie wołają. Są jak coś z książki fantasy.
Jedna ze spotkanych przeze mnie osób to druid Evergray. Jest bardzo poważny. Przypomina mi rycerzy z tych opowieści, które mama mi czytała, jak byłam mała. Albo Heathcliffa. Ale tego z Wichrowych Wzgórz, nie kota. Aż śmiać mi się chce, jak sobie pomyślę o tej całej powadze Evergraya.
Jego brat Avlon zajmuje się zjawiskami magicznymi, ale wydaje mi się mniej poważny. Szczerze mówiąc, to nie wiem, co o nich myśleć. Niby całkowicie zwykli ludzie, a tu nagle zakładają peleryny i robią za kapłanów. O ile kapłani rozmawiają z drzewami.
Pewnie to widać, ale ciężko mi to wszystko pojąć. No bo jak? Ja? Wyjątkowa? Że jakie światło Aideen? Na WF-ie zawsze wybierali mnie ostatnią. Nikt w szkole nie chciał się ze mną kolegować. A po śmierci mamy snuję się tutaj niczym duch. Mam tu konie, jasne. I sztukę czy kwiaty czy kwiaty, a czasem nawet ulotne momenty radości. Ale czy jestem gotowa, by porzucić ciche, samotne życie, do którego przywykłam?
Są też inne dziewczyny. Fripp nazywa je jeźdźcami Duszy i mówi o nich tak, jakby miały uratować świat, a przecież wydają się takie.. zwyczajne. Nie to, żeby to było złe. Ja przecież jestem chodzącą definicją zwyczajności!
Była jedna taka dziewczyna, która wydawała się wyjątkowa. Miała na imię Elizabeth. Czuć wokół niej taką niezwykłą atmosferę, ale ogólnie jest też miła i zabawna. Nie wiem czy Fripp lubi kogoś faworyzować, ale Elizabeth jest na pewno jego ulubienicą. Ja chyba też ją lubię. Chcemy się niedługo spotkać, całą grupą. Czuję ekscytację, jakbym szła na randkę. Kto by pomysł, że będę miała życie towarzyskie.
Staram się też nie przesadzać z oczekiwaniami. Już się myliłam w przeszłości i samo myślenie o tych pomyłkach jest bolesne. Lepiej podejść spokojnie do tej sytuacji. Ponieważ jestem usposobieniem spokoju, prawda? Żartuję tylko. Kończę, bez odbioru
P.S. FRIPP ISTNIEJE NAPRAWDĘ?!
Pamiętnik Catherine (część 5)
Kochany pamiętniku,dziś Elizabeth zabrała mnie do Stajni Jorvik. Zabawne, że nigdy tam nie byłam, choć całe życie mieszkam na Jorviku. Ta stajnia jest ogromna! I dość stara, bo według Hermana, który jest jej właścicielem, pochodzi z czasów Jona Jarla.
Herman wydaje mi się bardzo łagodny.Gdy tylko uścisnęłam mu dłoń, od razu poczułam spokój. To było takie dziwne, ale i tak kojące uczucie. Chyba zaczynam się powoli do tego przyzwyczajać, bo nagle zaczęłam wpadać na ludzi, którzy są do mnie podobni. Zawsze czułam się jak dziwadło, wolałam towarzystwo koni od ludzi.
Teraz wiem, że nie jestem jedyna. Są też inni, którzy żyją dla koni. To ludzie, którzy mają ze swoimi ukochanymi zwierzętami specjalną więź. Nigdy o niej z nikim nie rozmawiałam, bo ona po prostu jest- tak samo jak promienie słońca na twarzy czy wiatr we włosach. Ale dziś przy ciastkach i herbacie dyskutowałam o tej więzi z Elizabeth i trzema innymi dziewczynami. Wszystkie są w moim wieku i choć z pozoru nie mamy zbyt wiele wspólnego, nie mogłyśmy przestać rozmawiać! Jasne gadałyśmy o koniach, ale też o różnych innych rzeczach. Na przykład o życiu. Nie wiedziałam aż do dziś, ile mnie ominęło przez to, że nie byłam w żadnej grupie.
Jasne, ciągle się czuję jak piąte koło u wozu, zwłaszcza gdy Eva i pozostałe dziewczyny rozmawiają o szkole albo śmieją się z czegoś, czego nikt inny nie rozumie. Eva zachowuje się jak królowa, a pozostałe dwie dziewczyny znają się jak łyse konie. Może są...? Tak czy siak widzę, że bardzo się starają, żebym dobrze się wśród nich czuła. Zwłaszcza Elizabeth, która przyjechała na Jorvik całkiem niedawno i też jest trochę obca. Miło, gdy rówieśnikom na tobie zależy. Rano chcemy razem pojeździć, więc lepiej pójdę już spać.
To zadziwiające jak moja akceptacja tego, że nigdy nie będę normalna (czymkolwiek normalność by nie była) pomogła mi poczuć się mniejszym dziwakiem. Jednak wygląda na to, że przyjaciele naprawdę się przydają...
Pamiętnik Catherine (część 6)
Kochany pamiętniku,
wiem, wiem, już dawno nie pisałam, ale byłam zajęta, przysięgam! Ostatnio moje życie potoczyło się dość dziwnie. Pamiętasz Evergraya? Robi ze mną i Jeźdźcami Duszy jakieś... no można powiedzieć, że ćwiczenia. Ale nie takie, jakie w szkole. Właściwie to nawet nie wiem, czy kogokolwiek można nauczyć tego, co robimy. Nawet teraz ciężko mi to zrozumieć.
Powinnam o tym w ogóle pisać? Być może postępuję lekkomyślnie, zwłaszcza że niektórzy chcieliby zdobyć nasze zdolności. Więc lepiej nie będę się rozpisywać. Mamy zajrzeć w głąb siebie i musimy być świadome naszych darów.
Elizabeth jest przekonana, że da radę. Evergray ją uwielbia, rzecz jasna. No bo kto by jej nie lubił? Ma wrodzony talent. Eva zresztą też. Jest taka spokojna i opanowana. Nigdy się nie spieszy u zawsze się upewnia, że wszystko dzieje się we właściwej kolejności. Ależ ta dziewczyna ma spokój. U mnie z kolei jest totalny bałagan, ale to nic nowego.
Czuję silne przyciąganie ze wszystkich czterech kręgów. Jestem słońcem, księżycem, gwiezdnym blaskiem, błyskawicą. Dochodzi do tego, że nie wiem, gdzie się kończę ja, a zaczyna magia kręgów . Bo tak się składa, że całą mnie przenika magia. To najcudowniejsze uczucie na świecie. To chyba poczucie największej władzy. Trochę mnie przeraża. A co jeśli już nigdy nie będę chciała być sobą? Mogłabym tak po prostu pozwolić magii sobą zawładnąć. Ale to nie działa w ten sposób.
Musimy pozostać sobą. Musimy wieść nasze zwyczajne życie, choć to przecież nuda. Teraz żyję dla tych krótkich chwil, gdy mam moc absolutną. Jednocześnie zazdroszczę Elizabeth i Evie, które zdają się mieć wszystko pod kontrolą. No bo czy moc to nie kontrola?
W tym roku zima zaczyna się niezwykle szybko. Staw już zamarzł. Ludzie ciągle o tym rozmawiają. Ponoć gdy ostatnio staw zamarzł tak wcześnie, wydarzyła się jakaś katastrofa. Ludzie uwielbiają gadać, co? Przysięgam, że czasami... mam ochotę wynieść się z tej wyspy. Ale nigdy tego oczywiście nie zrobię. Jestem jej częścią razem z gadaniem, przesądami i innymi takimi
Jutro Evergray pozwoli nam trenować na lodzie. Nie mogę się doczekać.
Pamiętnik Catherine (część 7)
Kochany pamiętniku,
wszystko jest nie tak. Wszystko przepadło.
Nawaliłam, a Eva musiała za to zapłacić. Na lodzie, gdy słońce świeciło mi w oczy, naprawdę łatwo było się nie zatrzymać. Przecież Evergray mógł mnie powstrzymać, a tego nie zrobił. Tylko mnie zachęcał, aż było za późno.
Eva już mi raczej znowu nie zaufa. Była wściekła, gdy się obudziła w szpitalu. Lekarze mówią, że nic jej nie będzie, ale porządnie się przestraszyła. Chce odejść. I moja moc, ten dar.. jakby tego nie nazwać...
Zaczynam myśleć, że to przekleństwo.
Nie powinnam była się do nich zbliżać, prawda?
Powinnam była trwać przy tym, do czego jestem przyzwyczajona: przy koniach i czterech ścianach mojego pokoju. Wtedy nikomu nic by się nie stało. Gdy tylko z kimś się zaprzyjaźnię, dzieje się jakaś tragedia. Powinnam sobie zawiesić dzwoneczek na szyi, żeby ludzie mogli mnie unikać. Uwaga, idzie trędowata, rocznik 1997.
Elizabeth próbowała się ze mną skontaktować. Pisała listy, proponując Wyprawę Światła, która odbudowałaby naszą wieź. Wiem, że powinnam jej przynajmniej coś odpisać, ale nie potrafię. Jeszcze nie teraz. Wiem, że bardzo się martwi. Ze złością nie mam problemów. Łatwiej mi zrozumieć gniew Evy. Zasługuję na niego.
Strasznie sobie nie radzę! Tak bardzo bym chciała, żeby Eva znów mi zaufała, ale to raczej niemożliwe. Może za jakiś czas... Tylko że my nie mamy czasu. Tak twierdzi Fripp i Evergray. Teraz jest ten czas, jak to mawiają. Nigdy bardziej nie brakowało mi czasu.
Pamiętnik Catherine (część 8)
Kochany pamiętniku,
dobra, no to rozdział pod tytułem ,, Catherine ma przyjaciół" można już oficjalnie zamknąć. Miałam tego świadomość, tak w głębi serca, ale pewności nabrałam dopiero wtedy, gdy przyszłam do stajni, żeby się przygotować do Wyprawy Światła. Nigdy nie byłam ich siostrą. One mnie nie rozumieją i nigdy nie zrozumieją.
Eva rozmawiała z dziewczynami, szykując konie. Jak powiedziała moje imię, wszystkie zaczęły się śmiać. Nie usłyszałam, co dokładnie mówiły, ale jak się zjawiłam to było jej głupio. Wtedy uświadomiłam sobie, że obgaduje mnie za plecami.
Nic nie powiedziałam. Po prostu się odwróciłam i wyszłam. Gdy trzasnęłam drzwiami, usłyszałam głos Elizabeth. Zaczęłam biec i się nie zatrzymałam, póki nie dobiegłam do paletka z dyniami. Był tam syn Moorlandów. Pomachał mi, więc mu odmachałam, modląc się, żeby nie rozpoznał, że płakałam. Potem poszłam do domu. W końcu tutaj przecież jest moje miejsce. Byłam głupia, myślą, że jest inaczej.
Pamiętnik Catherine (część 9)
Kochany pamiętniku,
zbliża się Halloween. Wszędzie widać dynie. Nienawidzę ich zapachu. Oby dziś tato nie robił zupy dyniowej. Naprawdę, niedobrze mi na samą myśl.
Rano widziałam Thomasa, przy Gospodarstwie Birka. Tato kazał mi tam iść po zapasy. Okazało się, że Thomas też dostał takie polecenie. Czyżby tato chciał nas zeswatać? Masakra! Ale można by tak pomyśleć.
Thomas nie jest zły, naprawdę. Trochę rozmawialiśmy, wracając do domu z końmi i zapasami. Fajnie się z nim rozmawia i ma przyjemny głos. Chyba nigdy jeszcze o tym nie myślałam, ale głos Thomasa jest niski i taki szczery- człowiek od razu robi się spokojny. Zauważyłam, że konie też tak to odbierają.
Czyżbym się myliła co do tego chłopaka? Może jednak nie jest taki nudny. Jest po prostu cichy i spokojny. W moim życiu też by się przydało trochę ciszy i spokoju, bo jestem strasznie skołowana.
Głos w mojej głowie jest głośny i przenikliwy. Nie mogę nawet odpocząć. Ciągle widzę dziewczyny. Ranne, zagubione, skrzywdzone. To tak jakby mózg puszczał mi straszny film i ciągle go przewijał do początku. Ale przestał przy Gospodarstwie Birka, gdy w pobliżu był Thomas. Czy to znaczy... Może... Och, przestań, Catherine!
Ktoś gwiżdże na dworze. To Thomas? Pójdę zobaczyć.
Kochany pamiętniku,
zbliża się Halloween. Wszędzie widać dynie. Nienawidzę ich zapachu. Oby dziś tato nie robił zupy dyniowej. Naprawdę, niedobrze mi na samą myśl.
Rano widziałam Thomasa, przy Gospodarstwie Birka. Tato kazał mi tam iść po zapasy. Okazało się, że Thomas też dostał takie polecenie. Czyżby tato chciał nas zeswatać? Masakra! Ale można by tak pomyśleć.
Thomas nie jest zły, naprawdę. Trochę rozmawialiśmy, wracając do domu z końmi i zapasami. Fajnie się z nim rozmawia i ma przyjemny głos. Chyba nigdy jeszcze o tym nie myślałam, ale głos Thomasa jest niski i taki szczery- człowiek od razu robi się spokojny. Zauważyłam, że konie też tak to odbierają.
Czyżbym się myliła co do tego chłopaka? Może jednak nie jest taki nudny. Jest po prostu cichy i spokojny. W moim życiu też by się przydało trochę ciszy i spokoju, bo jestem strasznie skołowana.
Głos w mojej głowie jest głośny i przenikliwy. Nie mogę nawet odpocząć. Ciągle widzę dziewczyny. Ranne, zagubione, skrzywdzone. To tak jakby mózg puszczał mi straszny film i ciągle go przewijał do początku. Ale przestał przy Gospodarstwie Birka, gdy w pobliżu był Thomas. Czy to znaczy... Może... Och, przestań, Catherine!
Ktoś gwiżdże na dworze. To Thomas? Pójdę zobaczyć.
Pamiętnik Catherine (część 10)
Kochany pamiętniku,
jestem przerażona. Jestem zagubiona. Nie wiem, co robić.
Nasza mądrzejsza niż ustawa przewiduje ,,Siostra Księżyca'' pojechała wczoraj w nocy na farmę, żeby ze mną porozmawiać. O Thomasie. Ona od zawsze ma wizje i czasami (no dobra, w większości) się sprawdzają, ale to.. Oznajmiła mi, że w Thomasie jest ciemność. Że spowijają go mroczne pnącza, przed którymi nie ucieknie. Mój Thomas i mrok? Przecież on jest światłością mojego życia! Powiedziałam, że tym razem się myli, ale nie dała za wygraną. Och, mogłabym się po prostu zamknąć.
Wtedy też kazałam jej odejść. Oskarżyłam ją o kłamstwo i o to, że chce rozdzielić mnie i Thomasa. Przez swoje uczucia do wiadomo kogo wpadła w tarapaty, więc teraz nie chciała, żebym ja była szczęśliwa. Powiedziałam jej, że i tak nigdy w pełni mnie nie zaakceptowały. Naprawdę tak jej powiedziałam. Gdy odjeżdżała w stronę lasu, odwróciła się i na mnie spojrzała. Coś w jej oczach wtedy zobaczyłam. Strach. Znam to spojrzenie. Oj, znam je aż zbyt dobrze.
Od tamtej pory nie było od niej żadnych wieści, od naszej Siostry Księżyca. Tamtej nocy nie wróciła do stajni. Elizabeth i Eva strasznie się o nią martwią. Boimy się najgorszego.. Jeśli zaś chodzi o mnie, zżera mnie poczucie winy. Przyszła do mnie taka bezbronna, a ja ją odtrąciłam. Kim trzeba być żeby tak zrobić.
Kimś kto ma powód do strachu. Bo wyczuwałam te mroczne pnącza, o których mówiła. A jednak nie wierzę, że to miała coś wspólnego z Thomasem. Słyszę, jak pogwizduje w kuchni na dole, parząc herbatę. Gdy do mnie przyjdzie, mrok mojego umysły na pewno zniknie. Zawsze znika.
...Prawda?
Przepraszam, Siostro Księżyca. Niech Światło Aideen cię chroni, gdziekolwiek jesteś.
Pamiętnik Catherine (część 11)
Kochany pamiętniku,
Thomas zdecydowanie nie jest nudny. Piszę to tutaj, żeby postawić sprawę jasno. Uważa, że jestem wyjątkowa, ale nie przez jakąś przepowiednię. Jemu wystarcza mój uśmiech. Nie muszę ratować świata, żeby Thomas był szczęśliwy. A bardzo chcę, żeby był. Naprawdę. To coś dziwnego?
Wesołego Halloween, kochany pamiętniku!
Thomas przekonał mnie, żebyśmy poszli zbierać cukierki, chociaż jestem stanowczo na to za stara. Bawiłam się jednak wspaniale. Pierwszy raz od nie wiem kiedy nie myślałam o Aideen i Wybrańcu. Zjadłam mnóstwo słodyczy, stałam przy dyniowej lamie i czułam, że jestem szczęśliwa. Dasz wiarę?
Ale i tak mam sporo na głowie. Potrafię powstrzymać moje chaotyczne myśli, o ile jest ze mną Thomas. Wiem, że to oszustko. W końcu będę musiała wybrać. Nie mogę mieć i jednego, i drugiego.
Czy mogę? Jeden z ulubionych poetów mojej mamy napisał kiedyś, że chcąc wszystkiego, zbliżasz się niebezpiecznie do niczego. To prawda?
Ciekawe, co o tym wszystkim powiedziałaby mama.
Chciałabym, żeby tu ze mną była.
Pamiętnik Catherine (część 12)
Kochany pamiętniku,
ostatnio sporo myślę o zaufaniu. Skąd mam wiedzieć, komu na mnie zależy, a komu mam nie ufać?
Kiedyś ufność była niezwykle prosta. Przychodziła naturalnie jak woda płynąca łagodnie w strumieniu za oknem mojej sypialni. Gdy pomyślę o tamtych czasach, to wydaje mi się, że zaufanie było po prostu wszędzie.
Gdy wyciągałam rączkę, by złapać duże, twarde palce taty Gdy widziałam te brązowe oczy wypatrujące mnie na podwórku szkolnym. Gdy miałam zacząć galopować i wszystko wydawało się takie bardziej prawdziwe.
Zaufanie to fizyczność- mięśnie i nerwy. Zaufanie to instynkt. Je się po prostu czuje. A jednak ja sama nic nie wiem. Ściska mnie w żołądku, a mięśnie mam spięte. W głowie kręci mi się coraz szybciej i nie mogę tego powstrzymać.
Pamiętnik Catherine (część 13)
Widzę, że Evergray szybko się zapala i wypala, tak jak moja mama. Dlatego też tak mnie do niego ciągnie, rzecz jasna. Swój swojego zawsze pozna. Ale jednocześnie czuję się przy nim nieswojo. Za bardzo naciska, zbyt wiele wymaga. Jeśli naprawdę jestem częścią przyszłości Jorviku, to czy sama nie powinnam tego już zobaczyć? Gdyby tak było, nie trzeba by było na mnie naciskać, prawda? Ruszałabym w dzicz ciemną nocą i nie spoglądała wstecz. Nie myślałabym p tym zniszczeniu, które mogę spowodować.
Ale nie jestem jeszcze na to gotowa. Thomas poprosił, bym za niego wyszła. Tato mówi, że jesteśmy zbyt młodzi, ale ja tak nie uważam. Przy Thomasie czuję się bezpieczna jak nigdy przedtem. Przy nim wydaje się, że może jednak mogę być szczęśliwa, tak jak inni. Nie chcę tego porzucać.
Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Pamiętnik Catherine (część 14)
Kochany pamiętniku,
wciąż mam ten sam sen, raz po raz. Galopuję w nim przez duże pole porośnięte kwiatami. Wiatr delikatnie muska mi twarz. Jestem szczęśliwa, tak mi się wydaje. Żyję w zgodzie z naturą i ze Światłem Aideen. Czuję całkowity spokój.
Nie jestem już człowiekiem. W moim śnie nie ma jeźdźca. Jest tylko dziki koń. To ja nim jestem. To uczucie, gdy moje kopyta delikatnie ocierają się o kępki trawy, jest dziwnie znajome. Jestem wolna. Jestem dzika. W końcu jestem sobą.
Ale jednocześnie też sobą nie jestem. Dlaczego więc we śnie czuję się bardziej sobą niż kiedykolwiek? Dlaczego się budzę i czuję rozczarowanie, gdy spoglądam pod kołdrę i zadaję sobie sprawę z tego, że wciąż jestem sobą? Mam nogi, stopy, wszystko.
Potem dotykam mojego okrągłego brzuszka i czuję twój ruch. Moje kochanie. Jeszcze cię nie poznałam, a już wiem, że pokocham bardziej niż cokolwiek. Moja miłość do ciebie jest nieskończona. Poczujesz ją w delikatnym szmerze drzew, gdy bawisz na dworze przy zachodzie słońca. Poczujesz w koniach, które podaruje ci tata, gdy już dorośniesz. Wyrośniesz na łagodnego i cierpliwego człowieka, takiego jak twój tata. I będziesz szczęśliwy.
Myślę, że Justin to ładne imię.
Pamiętnik Catherine (część 15)
Kochany pamiętniku,
czas się pożegnać.
To będzie mój ostatni wpis. Kończę ze swoim śmiertelnym ciałem. Od teraz moja podróż przybierze wymiar duchowy. Jestem podekscytowana na samą myśl. Chyba powinnam się bać, ale wcale tak nie jest. Od teraz czuję tylko spokój i światło.
Cokolwiek się teraz stanie, wiem, że mój mąż i Justin będą bezpieczni. Oczywiście trochę mi smutno. Nie może być inaczej, skoro mój syn będzie dorastał bez matki, tak jak ja dorastałam bez swojej.
W Justinie jest mrok i światło. Teraz wiem, że moja Siostra Księżyca nie kłamała. Ale Thomas jest najbardziej serdecznym człowiekiem, jakiego poznałam. Zaopiekuje się małym, na pewno. Pokaże naszemu synowi, że miłość jest silniejsza niż przeznaczenie. Nawet teraz, gdy zalane rumieńcem słońce wznosi się nad dachy naszego małego gospodarstwa, a w porannym powietrzu czuć delikatny powiew lata, ja wciąż nie wiem tak wielu rzeczy.
Wiem jednak jedno- Dar Aideen to miłość. Nie został on przeznaczony jednej śmiertelniczce, a wszystkim, którzy potrafią zbudować więź z bratnią duszą. Moc do obrony Jorviku nie jest związana z żadną przepowiednią. Ta moc jest dookoła nas! Mamy ją we własnych rękach i sercach.
Myśleli, że Aideen powróci przeze mnie, ale to ja odchodzę, by dołączyć do niej w światłości. W niekończącej się miłości. Mój duch będzie biegał wolno z końmi, które tak kocham.
Nigdy nie będę mogła mu tego powiedzieć osobiście, ale gdy już mnie nie będzie, Justin będzie mógł przeczytać mój dziennik i wtedy zrozumie.
Mama cię kocha Justinie. Moja miłość, miłość Aideen, zawsze będzie przy tobie.
Brak komentarzy: